Powrót na Camden Roe – co by było gdyby…?

Obecny rok kończę z przeczytanymi 35 książkami. Czy to dużo? Zależy, jak na to patrzeć. Jedną z ostatnich powieści, z którymi się zapoznałam, była „Powrót na Camden Roe”. Jest to kontynuacja „Zacząć od nowa na Camden Roe 13”. Na szczęście drugi tom można czytać bez znajomości pierwszego.

Małżeństwo Anny i Connora przechodzi bardzo poważny kryzys. Jakby to w samo sobie nie było stresujące, to dodatkowo do drzwi ich domu puka przeszłość mężczyzny – a dokładniej jego była żona, wraz ze swoją córką. Kobieta pilnie potrzebuje znaleźć opiekę nad dziewczynką. Connor w pierwszej chwili odmawia, jednak Ania przekonuje go, aby przyjąć Lily pod swój dach.

Okładka książki pt.: „Powrót na Camden Roe".

Książkę czyta się bardzo szybko. Ogólnie jest to ciekawa i ciepła historia, taka w sam raz na te (nie)zimowe wieczory. Bohaterowie nie byli irytujący (nie lubiłam tylko ex żony Connora). Trochę też współczułam głównej postaci sytuacji rodzinnej, ale tylko przez moment.

Jeżeli więc szukacie czegoś lekkiego do poczytania, to polecam „Powrót na Camden Roe”.

Współpraca barterowa z wydawnictwem Novae Res

„Serce, otwórz się” – książka rozgrzewająca serce

Zdjęcie dwóch, tulących się kotków

Co prawda kotki na zdjęciu to nie rodzeństwo, ale idealnie odzwierciedlają relacje…no nie powiem Wam kogo, bo nie chciałabym na samym początku spoilerować wydarzeń z książki.  

Dzień, w którym rozpoczyna się cała historia, nie jest dniem głównej bohaterki. Nie dość, że jej kontrakt w pracy nie został przedłużony, to w dodatku jej chłopak zerwał z nią przez SMS. Alicja, bo właśnie tak ma na imię główna bohaterka, wraca więc w rodzinne strony, gdzie czeka na nią bolesna przeszłość, ale i niespodzianka…

Okładka książki pt.: „Serce, otwórz się”.

Odpoczęłam przy tej powieści. Z uwagą śledziłam losy Alicji i obserwowałam, jak próbuje walczyć z demonami przeszłości. Miałam wrażenie, że główna bohaterka z pomocą babci, może nie dorasta, ale na pewno w jakiś sposób dojrzewa. Poboczne postaci nie były statyczne, ale również w jakiś sposób rozwijały swój charakter. Znalazły się pojedyncze wątki, które można by bardziej rozwinąć, ale nie wpływały one na całą fabułę. 

To książka idealna na te jesienne i ciemne wieczory – taka rozgrzewająca serce, pokazująca to, że każdy może zrozumieć swoje błędy, po każdej burzy wychodzi słońce, a szczęście może czekać całkiem niedaleko.

Współpraca barterowa z wydawnictwem Novae Res

Spotkamy się we śnie – świadome sny

Podczas zapoznawania się z „Pracą z cieniem”, znalazłam tam zalecenie, aby zapisywać swoje sny. Zazwyczaj ich nie pamiętam, więc nie za wiele udało mi się ich zanotować. Jednak bohaterka „Spotkamy się we śnie”, dzięki swoim świadomym snom miałaby o wiele więcej materiału do opisania. 

Tak, dobrze czytacie. Oliwia potrafi świadomie śnić. Robi to tak świetnie, że w pewnym momencie poznaje Mirona. Co ciekawe, mężczyzna nie zachowuje się jak mara czy duchowy przewodnik. Za to wydaje się być zadziwiająco prawdziwy. Po pewnym czasie Oliwia zaczyna czuć do niego coś więcej niż zwykłą fascynację. Jednak czy można zakochać się w kimś, kto prawdopodobnie nie istnieje?

Okładka książki pt.: „Spotkamy się we śnie”.

Książka ta to taki oddech od ciężkiego tygodnia. Kiedy wpadłam w świat głównej bohaterki, nie mogłam z niego wyjść. Dodatkowo wątek świadomego śnienia i jego następstw był naprawdę świetny i z chęcią się z nim zapoznałam. Mam niestety jedno ale. Nie za bardzo podobało mi się zachowanie Oliwii, która kleiła się do kogoś innego, chociaż miała narzeczonego. Dobrze, że ją samą naszła taka refleksja, czy aby przypadkiem nie jest to zdrada. Osobiście do tej sceny mam nieco mieszane odczucia.

Ogólnie cała historia naprawdę mi się podobała. Jest trochę słodko – gorzka, ale życiowa. Mam nadzieję, że za niedługo będę mogła przeczytać kolejną powieść spod pióra Jolanty Kosowskiej oraz jej córki.

Współpraca barterowa z wydawcnictwem Novae Res