Prelegentem być…

Przed zakończeniem technikum, moja polonistka powiedziała mi, że na studiach dosyć często będę tworzyła prezentacje multimedialne i prezentowała je przed grupą. Miała rację. Odkąd dostałam się na uczelnię, bardzo często przygotowuję takie wystąpienia. Nasiliło się to w momencie, w którym wybrałam specjalność, którą jest Public Relations.

fot. Stowarzyszenie Książka za Kawę i Ciastko

Bardzo dużo się od tego czasu nauczyłam i powoli przyzwyczajam się do wystąpień publicznych. Tak więc, gdy tylko otrzymałam propozycję od Stowarzyszenia Książka za Kawę i Ciastko by przeprowadzić  w szkole prelekcję na temat bloga i blogowania, od razu się zgodziłam.

Przygotowanie pokazu slajdów nie sprawiało mi już takiej trudności jak kiedyś. Musiałam go jedynie zmodyfikować w taki sposób, aby zainteresować nim dzieci.

Prelekcja ta nie była moim pierwszym wystąpieniem publicznym. Wcześniej robiłam to już wiele razy, jednak wówczas moim audytorium była grupa znajomych na ćwiczeniach. Natomiast tym razem po raz pierwszy wystąpiłam przed nieznaną mi publicznością. Oczywiście czułam zdenerwowanie, jak przed każdym wystąpieniem.

fot. Stowarzyszenie Książka za Kawę i Ciastko

Tak naprawdę najgorzej i najciężej było mi zacząć. Jednak, kiedy już wpadłam w rytm, zaczęłam się rozgadywać. Poczułam się też o wiele pewniej niż na początku.

Każdą prelekcję, którą pamiętam ze szkoły wieńczyła głucha cisza na końcu wystąpienia. I tak naprawdę brakowało tylko tych świerszczy w tle, które tak często słyszy się w różnego rodzaju bajkach animowanych. I to tej głuchej ciszy bałam się najbardziej. Na szczęście moje obawy okazały się zbędne, gdyż dzieci były zainteresowane i zadawały pytania, przez co zrobiło mi się miło.

Wspomniana prelekcja to nie jedyna forma współpracy jaką podjęłam ze Stowarzyszeniem Książka za Kawę i Ciastko. Ostatnio na prośbę szefowej stowarzyszenia nagrałam filmik, w którym czytałam kawałek mojej ulubionej bajki z dzieciństwa. Dzień wcześniej było to dla mnie nie do pomyślenia, jako że nie lubię występować przed kamerą.

Jeżeli chcielibyście dowiedzieć się czegoś więcej o stowarzyszeniu oraz akcji, którą prowadzi, zostawiam Wam namiary:

Facebook Stowarzyszenia
Oficjalna Strona Stowarzyszenia

Trochę o narzędziach pracy – czytnik

W obecnych czasach nie wyobrażam sobie życia bez telefonu i laptopa. Służą mi zarówno jako sprzęt do pracy, jak i do rozrywki. Ostatni czas jednak pokazał, że mogłabym się obejść bez komputera, ponieważ moja komórka bardzo dobrze go zastępuje – pod warunkiem, że uzyskam połączenie z Wi-Fi.

Jest jednak jedna kwestia, gdzie ani smartfon, ani komputer się nie sprawdzają. Chodzi o czytanie książek. Zazwyczaj, kiedy mam coś na nich przeczytać, to dość szybko się rozkojarzę, albo po chwili zaczynają mnie boleć oczy. Dlatego też wszystkie książki recenzenckie czytałam zazwyczaj na dość starym czytniku, który w zeszłym roku wyzionął ducha. Nie było rady – musiałam zaopatrzyć się w nowy.

Dość długo szukałam tego, co będzie mi odpowiadało. Tak naprawdę na początku chciałam, tylko aby działał i polowałam na najtańszy. Zapoznając się jednak z opiniami, czytając na forach i pytając na grupach, głównie się powtarzało, że dobrze by było, aby czytnik miał podświetlenie. Co do dotykowego ekranu, to kwestia gustu. Ostatecznie zdecydowałam się na InkBook Lumos, który jest o wiele mniejszy i lżejszy od swojego poprzednika.

Ma podświetlenie, ale z niego nie korzystam. Raz spróbowałam, ale przy zgaszonym świetle oraz ustawieniu podświetlenia na najmniejszy parametr, wciąż światło było dla mnie za mocne. Pewnie to kwestia przyzwyczajenia, jednak też bardzo rzadko czytam w nocy, a jeżeli mi się zdarzy – zawsze mam gdzieś włączoną lampkę.

Czytnik ma opcję połączenia z Internetem, jednak bardzo długo zajmuje mu wczytanie strony, co może być trudne, jeżeli ktoś korzysta, chociażby z Legimi. Stary system androida
w tym nie pomaga. Nie można też niczego pobrać w PDF bezpośrednio na urządzenie, tylko na komputer, a potem dopiero przesłać na InkBooka.

Długo też szukałam etui, które by do niego pasowało, ale niestety stacjonarnie kupić go nie mogłam. Wszystko oferowane było drogą wysyłkową. W końcu jednak udało mi się trafić na stoisko InBooka na Targach Książki w Krakowie, gdzie na szczęście były one dostępne.

Miałam tam możliwość zobaczenia, jak etui wygląda na urządzeniu i czy takie będzie mi odpowiadało. Przy okazji zakupu, dostałam też gratis lnianą torbę.

Mimo swoich wad czytnik ma też swoje plusy. Kiedy nie korzysta się z Internetu, bateria działa bardzo długo (tak dla przykładu, korzystałam ostatnio z czytnika, żeby dostać się do materiałów na studia, które są mi potrzebne i zamiast go wyłączyć, urządzenie znalazło się w trybie uśpienia. Prawie po 24 godzinach, które spędziło w tym trybie, bateria spadła zaledwie o sześć procent).

Można czytać zarówno polecane do czytników pliki e-pub (ja nie umiem się na nie przestawić), a także PDF (co jest dla mnie zbawienne, jako że na czytniku znajdują się materiały do pracy licencjackiej i zamiast brać całego laptopa, pokazuję promotorowi jakieś ulotki, raporty właśnie na czytniku).

Nie oczekuję od Lumosa dużo, biorąc pod uwagę fakt, że nie używam go jako narzędzia do rozrywki. Zazwyczaj korzystam z niego, kiedy potrzebuję coś na uczelnię albo kiedy dostanę recenzencki plik w wersji elektronicznej. Potem urządzenie trafia z powrotem do szafy. Ja jestem z niego zadowolona i mam nadzieję, że podziała przez kolejne parę lat. 

To już dwa lata!

Pora na podsumowanie kolejnego roku na blogu.

Zeszłoroczny post był dodany z opóźnieniem, jako podsumowanie miesiąca, teraz jednak dotrzymam terminu i post pojawi się dokładnie dziś – w drugie urodziny Książek Oczami A.M.N.

 Jedenaście miesięcy temu opisywałam Wam, jak zaczęła się moja przygoda z blogosferą. Dziś chciałabym opowiedzieć, co dały mi dalsze działania w tym obszarze.

Przede wszystkim doszkoliłam warsztat pisarki, co zaprocentowało na tegorocznych praktykach dziennikarskich, w jednej z redakcji gazety, która znajduje się w moim mieście. Dzięki temu dwa moje artykuły ukazały się w wersji papierowej, a mój opiekun, który nadzorował moje poczynania stwierdził, że całkiem nieźle piszę, co dla mnie, jako praktykantki było naprawdę dużym wyróżnieniem.  

Dzięki prowadzeniu bloga, zaczęłam doceniać małe rzeczy. Pamiętam, jak bardzo się cieszyłam, gdy otrzymałam swój pierwszy patronat medialny, ale też bałam się, że źle wywiążę się z tego zadania. Teraz już jest mi łatwiej, chociaż gdy otrzymałam kolejny patronat, też cieszyłam się jak dziecko na Gwiazdkę.

“Łzy starej sosny” to mój drugi patronat medialny 🙂

Poznałam wiele wspaniałych osób, na przykład Olę, autorkę “Smoczego Dziecięcia”, która ostatnio zgodziła się na wywiad. Na Warszawskich Targach Książki udało mi się spotkać większość autorek z Wydawnictwa Literackiego Białe Pióro, których pozycje miałam przyjemność recenzować. Bardzo ucieszyłam się z faktu, że niektóre z nich kojarzą mojego bloga.

Jak się okazało, w kolejkach po autografy można było spotkać bardzo miłe osoby, z którymi znajomość może trwać dłużej niż rozmowa na Targach. Tak było chociażby z Pauliną z kanału “Feniksa Czyta”, że poznałyśmy się przez przypadek, a kontakt mamy do dziś. Sporadyczny, bo sporadyczny, ale jest.

Co do dalszej działalności, to mam parę pomysłów. Nadal będę zamieszczać recenzje książek, jednak od czasu do czasu pojawi się też jakiś post okołoksiążkowy, czy to relacja z koncertu, czy to z jakiegoś innego wydarzenia, czy chociażby to, z jakiego powodu mnie, jako blogerce potrzebny był czytnik e-booków.

Kampania “Kochanie przez czytanie”

Pewnie większość kojarzy akcję “Cała polska czyta dzieciom”, która ma na celu uświadamianie, jak ważne jest czytanie maluchom.

Dziś chciałabym zaprosić was, do wzięcia udziału w kampanii, zorganizowanej przez Save the Magic Moments – #Kochanieprzezczytanie.

Akcja będzie trwała od 1 do 31 marca i bierze w niej udział 100 blogerów, ale może dołączyć się każdy.

Przez cały miesiąc będziemy polecać wam książeczki dla waszych pociech. 28 marca na blogu pojawi się recenzja książki. Na Instagramie również pojawi się zapowiedź, oznaczona #Kochanieprzezczytanie.

Serdecznie zachęcam do udostępniania plakatu 😀

Osąd blogera

Trzydziesty pierwszy października, to jedyny dzień w roku, kiedy możemy powstać z zakurzonych półek, aby osądzić osobę, która odebrała nam szansę na życie. Wszak wiadomo, że “każda książka żyje tyle razy, ile została przeczytana”.

My nie dostaliśmy takiej szansy. A nawet, jeżeli dostaliśmy, to po lekturze zostaliśmy odłożeni na półkę. Jeszcze wtedy widzieliśmy świat zewnętrzny. Jednak potem stało się coś strasznego. Bloger odszedł od swojej zasady, która mówiła, że nie kupi nowej książki, dopóki nie skończy wcześniejszych. Zrobił się więc tłok i deficyt półek, w stosunku do powiększającego się księgozbioru. Zostaliśmy zasłonięci innymi książkami, całkiem zapomniani…

Ale dziś to się zmieni. Dziś to my mamy głos.

I to dziś my osądzimy blogerkę.

 

Zostałam przeczytana. Ale słyszałam potworne rzeczy na swój temat. Że jestem nudna. Że okładka jest brzydka. Pod koniec blogerka stwierdziła, że mogłam być lepsza, a potem odłożyła mnie na półkę i przekładała z miejsca na miejsce. Czasami wyciągała coś spode mnie i zostawałam przygnieciona przez książki położone na mnie. Nie ujrzałam światła dziennego przez rok”.

 

 

“Jedna strona. Tyle przeczytała…nie. Tylko na tyle rzuciła okiem i wylądowałam na półce. Byłam ostatnia. Podtrzymywałam ciężar pozostałych pozycji, aż w końcu wylądowałam na półce Serie niepełne. Wciąż słyszę jej głos, kiedy mówi, że nie jest w stanie przeze mnie przebrnąć. Na półce spędziłam dwa, albo nawet trzy lata. Już nie pamiętam.”

Okładka. Tylko to we mnie widziała. A tekst? Tekst to już zupełnie jej nie interesował. Może przeczytała pierwszą stronę i wylądowałam na półce. Nikt się mną nie interesował. Pozbawiła mnie tego, czego najbardziej pragnęłam. Odebrała mi życie. Zostałam skazana na półkę na całe dwa lata.”

“Miałam potencjał. Tak powiedziała. Przeczytała. Nawet zasnęła podczas czytania. Stwierdziła, że podobał się mu mój koniec. Komuś to powiedziała. Ale po chwili dodała, że przez całą treść przysypiała. To zabolało. I to bardzo.”

 

 

“Ogłaszamy werdykt. Książki oczami AMN, zwana inaczej Ntl (spółgłoski zostały wymazane, aby zachować anonimowość), jest winna następującym zbrodniom:

  1. Zaniedbywanie książek, poprzez złe przetrzymywanie na półce
  2. Pozbawianie książek wolności, poprzez przechowywanie na półce
  3. Karygodne traktowanie (zostawianie bez opieki, podczas gdy po domu szaleją DEMONY, zwane dalej kotami)
  4. Odbierania im życia, poprzez nie czytanie ich 

Wyrok:

Blogerka zostaje skazany na:

  1. Systematyczne czytanie każdej książki
  2. Zakaz kupowania następnych
  3. Dbanie o nie, poprzez przecieranie półek
  4. Pożyczanie ich innym osobom 

 

Dziś coś innego niż recenzja i podsumowanie miesiąca 😉 Jako, że mamy Halloween, pozwoliłam książkom na osąd, za wszystkie swoje przewinienia 😉

To już rok!

Dziś nieco inne podsumowanie miesiąca.

Jako, że 24.09. 2018 blog “Książki oczami A.M.N.” obchodził swoje pierwsze urodziny, chciałam się podzielić z wami moją historią.

Blogować zaczęłam już dawno, jednak każdy mój blog umierał, przez brak regularnego prowadzenia platformy, a także moje jeszcze wtedy marne umiejętności pisania.

Przeniosłam się więc na Facebooka, gdzie powstał fanpage “Książki oczami A.M.N”. Prowadziłam go do zeszłego roku, obecnie przechodzi renowację (aktualnie posiada zdjęcie w tle i nowe logo). Historia więc zatoczyła koło i znów wróciłam do bloga. Tym razem było jednak inaczej. Od jakiś trzech miesięcy regularnie wrzucam recenzje książkowe wraz z podsumowaniami danego miesiąca. Blog nie umarł, a wręcz przeciwnie – zaczął się rozwijać 😉

Od czego się to zaczęło?

Zaczęło się od tego, że zarzekałam się jak jeszcze nigdy, że NIE będę pisała recenzji. I tak je pisałam, tylko o tym nie wiedziałam. Wszystko się zmieniło, gdy napisała do mnie pewna autorka, z pewną propozycją. Potem od tego jakoś poszło. Zaczęłam pisać recenzje książek, które czytałam, oprócz tego, że zamieszczałam je na blogu, znalazły się one również na stronie mojego technikum. Miały one pomóc z promowaniu czytelnictwa w szkole. Z trzy zostały napisane na potrzeby konkursów, do których byłam zgłaszana przez nauczycieli 😉 Pamiętam swoją radość, kiedy jeszcze nie mając oficjalnego bloga, dostałam do

zrecenzowania “Przeklętą laleczkę” (Recenzja tutaj), w ramach konkursu, który na swoim fanpage zorganizowało Wydawnictwo Jaguar. Od tego czasu dużo się zmieniło, przestałam bać się publikować swoje recenzje, założyłam bookstagrama (Klik) i wreszcie zaczęłam czerpać radość z tego, co robię.

Skrót A.M.N (lub też AMN)

Osoby, które mnie znają, zawsze sądziły, że skrót A.M.N pochodzi od mojego nazwiska. Niestety, to nie jest prawda, nie przyszło mi nawet przez myśl, aby jakoś to z tym powiązać. W rzeczywistości jednak są to pierwsze litery imion moich trzech pierwszych bohaterek, z początkowych opowiadań, które kiedyś pisałam. W kolejności była to Andrea, Melissa i Natalie. I tak właśnie powstał ten skrót.

Logo

Moje logo, czyli żółty kapelusz i różowe pióro nie mają jakiejś skomplikowanej historii. Po prostu swego czasu nosiłam bardzo często żółty kapelusz, z którym zaczęłam być kojarzona. A różowe pióro dobrałam do kompletu, jako ten “element pisarki”. Zanim jeszcze zaczęłam prowadzić bloga z recenzjami, na poprzedniej platformie można było znaleźć fragmenty moich opowiadań. Obecnie znajdują się one na serwisie Wattpad.

 

Podsumowanie lipca

Post spóźniony, ale jednak jest 😉

Lipiec przez ostatnie dwa lata był najbardziej zaczytanym miesiącem. Spokojnie mogłam przeczytać minimum 13 książek. Jednak w tym roku, ze względu na pracę i całkowite zmęczenie po niej, a także przez kilka wyjazdów które w międzyczasie mi wypadły, tegoroczny wynik w lipcu wynosi 5. A były to:

-Bieg do gwiazd
-Damy, dziewuchy,dziewczyny – historia w spódnicy
-Damy, dziewuchy, dziewczyny – podróże w spódnicy
-Niebo na własność
-Morze pomysłów na bezmiar szczęścia

Nie jest źle, ale mogło być lepiej 😉

Sierpień natomiast będzie bardziej obfity ponieważ:

-w niedziele pojawi się recenzja “Jak upolować pisarza”

-w przyszły czwartek pojawi się recenzja książki, która bierze udział w akcji: Zdjęcie użytkownika Save the Magic Moments.

-zainspirowałam się kanałem na YT pod nazwą PRZEKARTKOWANE, a także blogiem “To Read Or Not To Read” i również wezmę udział w wyzwaniu “Czytam i oglądam przez 24 godziny”

To są sierpniowe pewniaki 😉 A co będzie dalej?

To już pozostanie tajemnicą 😉

Pozdrawiam w ten piękny, słoneczny piątek 😉

Podsumowanie maja

Maj już się prawie kończy i muszę przyznać, że był to bardzo owocny miesiąc, jeżeli chodzi o czytanie.

W tym miesiącu udało mi się przeczytać siedem książek. Oto one:

Trwanie w niebycie – Krzysztof Kras

Znalezione obrazy dla zapytania trwanie w niebycie

Elita – Kiera Cass

Znalezione obrazy dla zapytania elita

Jedyna – Kiera Cass

Książę i gwardzista – Kiera Cass

Rywalki. Książę i gwardzista

Królowa i faworytka – Kiera Cass

Królowa i Faworytka

Ból za ból –  Jenny Han, Siobhan Vivian

Okładka książki Ból za ból

Podwieczność – Brodi Ashton

Okładka książki Podwieczność

Zdecydowanie spędziłam ten miesiąc w świecie bajkowego reality show. Szukałam też serii podobnej do “Selekcji”, jednak nie znalazłam niczego, co by mnie zainteresowało 😉 Jestem również w trakcie czytania “Podwieczność. Wieczna więź”, która jest kontynuacją “Podwieczności”, ale strasznie opornie mi to idzie.

 

21. Międzynarodowe Targi Książki w Krakowie

W dniach 26-29 października w Międzynarodowym Centrum Kongresowym EXPO odbyły się 21. Międzynarodowe Targi Książki w Krakowie. W tym roku gościem honorowym była Francja, a całe targi odbywały się pod hasłem “Czytam i staję się wolnym”.

W targach udało mi się uczestniczyć w piątek i w sobotę. Oczywiście, nie obeszło się bez przygód 😉

W piątek w sali Wiedeń B można było spotkać autora “Pamiętnika” czyli pana Nicholasa Sparksa. Razem z koleżankami wpadłyśmy na targi koło godziny 16.00. Jak się okazało, kolejka była dość długa.

Po prawie trzygodzinnym staniu w ścisku, który można porównać do ścisku w autobusie, w piątkowy, zimowy wieczór, tuż przed świętami, gdzie nie da się ruszyć ręką, ani nie ma czym oddychać i po przeżyciu fali fanów, którzy pchali się zewsząd, aby tylko wejść do środka i interwencji trzech ochroniarzy, w końcu udało nam się wejść.

W trakcie stania w kolejce, udało mi się poznać pana Krzysztofa Krasa, autorka książki “Trwanie w niebycie”, któremu pięknie dziękuję za autograf 🙂

A oto wygląd sali  już w środku, gdzie udało mi się zdobyć podpis i zdjęcie 😉

 

 

Następny dzień również zaowocował kolejkami. Najpierw utknęłam w kolejce do wejścia, gdzie spotkałam się z polską cebulą:

A potem do pana Erica – Emmanuela Schmitta, który podpisał mi “Małe zbrodnie małżeńskie”.  Na szczęście była to tylko godzina, a nie, jak w przypadku pana Sparksa – trzy. Mądrzejsza o doświadczenie z poprzedniego dnia, uzbroiłam się w trampki, które idealnie nadają się do kolejek.

Po chwilowym błądzeniu między stoiskami, udało mi się w końcu trafić na panią Magdalenę Witkiewicz, która podpisała mi “Czereśnie zawsze muszą być dwie”.

Jako, że na zeszłorocznych targach nie zdobyłam niczego, tak w tym roku postanowiłam to zmienić. Trafiłam na wydawnictwo Novae Res, gdzie zaopatrzyłam się we wszystkie książki autorstwa Piotra C, a dodatkowo otrzymałam lnianą torbę na książki. 

Kierując się w stronę wyjścia, trafiłam jeszcze na wydawnictwo Rebis i zdobyłam najnowszą powieść Jaya Ashera pt.  “Światło”.

Targi uważam za bardzo udane i z pewnością wybiorę się na nie w przyszłym roku. Pozdrawiam serdecznie //A.M.N