Zaginiony naszyjnik – recenzja książki “Suzanna”

Seria “Zamek Calhounów” czy też inaczej zwana “Siostry Calhoun” podbiła moje serce już jakiś czas temu. Niedawno znów miałam okazję wrócić do Towers, gdzie wciąż trwały poszukiwania zaginionych klejnotów Bianki. Poprzednim razem trzecia z sióstr – Lilah, uratowała Maxa, który nieświadomie związany był z człowiekiem, pragnącym zdobyć pamiątkę rodową Calhounów

Czwarta część opowiada historię Suzanny. Kobieta musi porozmawiać z Holtem Bradfordem – mężczyzną, którego dziadek był niegdyś zakochany w jej prababci. Główni bohaterowie początkowo nie darzą się sympatią, jednak po jakimś czasie się to zmienia. Czy będą mieli swoje szczęśliwe zakończenie? Czy klejnoty w końcu zostaną odnalezione? 

Suzanna występowała już w pozostałych częściach serii, jednak dopiero teraz mogłam ją lepiej poznać. Jako jedyna z sióstr posiadała dzieci, które to pochodziły z jej nieudanego małżeństwa. Była ona uparta, charakterna, a za swoją rodziną mogłaby wskoczyć w przysłowiowy ogień. Starała się być również jak najlepszą matką dla Jenny i Alexa. 

Holt natomiast był typem osoby tajemniczej i skrytej, do której na początku ciężko jest się zbliżyć. Mimo swojego czasem ciężkiego charakteru, łatwo nawiązał nić porozumienia z dziećmi kobiety, a także potrafił stanąć w obronie osób, które były mu w jakiś sposób bliskie.

W tej części poznajemy zwieńczenie historii Bianki oraz jej tajemniczego naszyjnika, którego intensywne poszukiwania są opisane w poprzednich tomach powieści. Tak naprawdę to właśnie na rozwiązanie tego wątku czekałam najbardziej. Muszę przyznać, że podobało mi się zamknięcie tej opowieści, pomimo tego, że domyślałam się zakończenia. 

Książka ta ma bardzo podobny schemat do poprzednich, jednakże mimo wszystko przyjemnie spędziłam przy niej czas. Jest to idealna opowieść na cieplejsze popołudnia i polecam ją każdemu, kto szuka niezobowiązującej i lekkiej lektury. 

Za egzemplarz dziękuję

14 Komentarzy

Dodaj komentarz