Tajemnicze listy – recenzja książki “Barwy pożądania”

Czasem lubię się odciąć od fantastyki czy obyczajówek i przeczytać na przykład coś z literatury erotycznej. Niektóre książki podobają mi się bardziej, inne mniej.  Niedawno otrzymałam pakiet trzech lektur autorstwa Megan Hart: “Barwy pożądania”, “Trzy oblicza pożądania” oraz “Otchłań pożądania”. Było to moje pierwsze spotkanie z twórczością wyżej wspomnianej autorki. Czy udane?

Na pierwszy ogień poszły “Barwy pożądania”. 

“…Weźmiesz najpiękniejszy papier i najlepszy atrament. Opiszesz ze szczegółami swoje najbardziej erotyczne doświadczenie. Może być prawdziwe, może być wymyślone, ale masz je napisać bez błędów, najstaranniejszym charakterem pisma, bez żadnych kleksów ani literówek.

Opis dostarczysz do czwartku.

Pod spodem widniał ten sam numer skrytki pocztowej co poprzednio. Zamrugałam, czytając list ponownie, i poczułam, że rumieniec wypełza mi na policzki. Trzymałam kartkę ze świadomością, że nie powinnam jej przeczytać, nie była przeznaczona dla mnie. (…)

Starannie złożyłam list, tak delikatnie, jakbym poprawiała kołdrę na kochanku. Pytanie, kto wysyła te listy, przyćmiła bardziej intrygująca zagadka – dlaczego to robi.

Wstałam od stołu, żeby nalać sobie wody z kranu. Choć przełknęłam ją w kilku szybkich łykach, tak jak wytrawni pijący whisky, nic nie pomogła na gorący rumieniec, który pokrył szyję i policzki. Odwróciłam się tyłem do lady i oparłam się o nią. List wciąż leżał na moim stole. Nie oskarżał, zapraszał.

Zaczęłam się zastanawiać, które ze swoich licznych doznań seksualnych uważam za najbardziej erotyczne. Na pewno nie pierwszy raz, kiedy…”*

*Powyższy cytat pochodzi od wydawcy.  

Główna bohaterka miała na imię Paige i pracowała jako asystentka w korporacji. Niestety przez większość historii dość mocno mnie irytowała i nie potrafiłam zrozumieć jej toku myślenia, przez co ciężko było mi się z nią utożsamić. Był nawet moment, kiedy współczułam jej tego, jakimi ludźmi się otaczała. Jednakże to uczucie zniknęło tak szybko, jak się pojawiło. 

Tak samo denerwował mnie Austin. Samo jego pojawienie się sprawiało, że chciałam  odłożyć książkę na bok i więcej do niej nie wracać. 

Co do fabuły, to przez około połowę historii nie wiedziałam o czym ona opowiadała. Miałam wrażenie, że dostałam kilka różnych wątków, które nie łączyły się w żadną całość. W końcu skupiłam się tylko na tajemniczych listach z zadaniami (były tam zarówno zwykłe zadania jak i te bardziej niegrzeczne), przychodzącymi do głównej bohaterki. I tak naprawdę był to jedyny warty uwagi motyw w tej książce, który nawet w pewnym momencie mnie rozbawił. Końcówka opowieści jednak okazała się rozczarowująca. 

Szkoda, że “Barwy pożądania” niezbyt przypadły mi do gustu, jednak mimo wszystko nie skreśliłam autorki i miałam nadzieję, że kolejne powieści okażą się lepsze. Nie przeszkadzały mi tutaj bynajmniej opisy fantazji erotycznych czy choćby samych czynności seksualnych, które opisano w lekturze, a głównie kreacja i zachowanie niektórych bohaterów. 

Niestety nie mogę jej z czystym sumieniem polecić. 

8 komentarzy

  • Aktualnie spasuję, bo kompletnie nie mam ochoty na erotyki. Poza tym szkoda, że nie przypadła Ci seria do gustu. Oby inne książki autorki były lepsze. 🙂

  • Szkoda że książka nie była jedną spójną całością. Ja nei czytałam jeszcze ksiażek tej autorki.

  • Widzę że bardzo lubisz te książki od jednego pisarza. Super. Myślę że i ja przeczytam je wszystkie.

  • Niestety czasami tak bywa, że niektóre tomy z serii są zupełnie wyrwane z kontekstu. Właśnie dlatego rzadko sięgam po powieści wielotomowe.

Dodaj komentarz