Ujrzeć to, czego nie widać – recenzja książki “Pan Doubler zaczyna od nowa”

Większość osób posiada jakieś hobby, a jeżeli los się do nich uśmiechnie, dodatkowo mogą na swojej pasji zarabiać i uczynić z niej coś, co po sobie zostawią. Moim marzeniem było kiedyś napisanie książki, jednak obecnie zostało ono zepchnięte w głąb duszy bowiem skupiłam się na recenzowaniu. Chyba nie byłabym w stanie poświęcić całego swojego życia jednej aktywności np. na wymyślanie fabuły.

W przeciwieństwie do głównego bohatera powieści Seni Glaister pt.: “Pan Doubler zaczyna od nowa”, który poświęcił się…ziemniakom.

Tytułowa postać była dosłownie chodząca encyklopedią. Bohater zaczął nawetpracować nad “ziemniaczanym eksperymentem”, o którym wiedziała tylko jego sprzątaczka –chyba jedyna bliska mu osoba. Jednak wszystko się zmieniło, gdy pod dom podjechała córka gosposi, po czym oznajmiła, że pani Millwood znajduje się w szpitalu. Mimo tego pan Doubler pozostał z nią w stałym kontakcie telefonicznym. Wtedy też złożył on swojej kobiecie pewną obietnicę…

Nie wiedziałam, czego się spodziewać po tej książce, tak naprawdę zainteresował mnie ziemniak widoczny na froncie okładki. Jak się okazało,to jedna z tych opowieści, które niosą za sobą przesłanie.

Tytułowy bohater bardzo interesował się ziemniakami – oprócz elementarnej wiedzy o ich hodowli, wiedział również jak je serwować, oraz jak wytwarzać z nich napoje alkoholowe. Poświęcił im całe życie – kosztem swojej rodziny. Po odejściu żony, Doubler całkowicie odizolował się od ludzi, a swoje dzieci spotykał tylko w niedzielę, gdy go odwiedzały na rodzinnym obiedzie.

Był jednak bohaterem dynamicznym, na kartach powieści obserwujemy jego zmianę i “wybudzenie” z odrętwienia, w które wpadł jakiś czas temu.

 Trochę się też z nim utożsamiałam, bo sama miałam taki epizod. Tylko ja uciekłam w książki.

Co do pani Millwood…Chciałabym, abym w jej wieku też tak aktywnie spędzała czas. Podczas czytania miałam wrażenie, że to ona jest dwudziestoletnią dziewczyną, z mnóstwem energii, a ja starszą panią.

Kobieta mimo swojej choroby wciąż była dzielna i starała się wesprzeć swojego przyjaciela. Dzwoniła do niego prawie, że codziennie i to ona wymusiła na nim złożenie obietnicy, która odmieniła jego życie.

Każda postać została dobrze wykreowana i tylko jedna nie zdobyła mojej sympatii. Nawet największego konkurenta Doublera lubiłam bardziej, niż syna głównego bohatera – Juliana. Odrzucało mnie od niego jego patrzenie na wszystkich z góry, zbyt wygórowane ego, a także jego przebiegłość. Nie cofnąłby się przed niczym. Nawet zniszczyłby rodzinę, gdyby tylko musiał. 

Spędziłam z książką naprawdę przyjemne chwilę, miałam nawet chwilową refleksję nad swoim życiem, jednak póki co, nie jestem gotowa na żadną zmianę. Jest to idealna książka na jesienny wieczór.

Za egzemplarz dziękuję

34 Komentarze

Dodaj komentarz