Wilcza pieśń – najnowsza powieść TJ Klune’a

Powieści TJ Klune’a to jedne z moich comfort books. Mam już za sobą „Dom nad błękitnym morzem” oraz „Pod szepczącymi drzwiami”. Teraz do kolekcji dołączyła najnowsza książka autora pt.: „Wilcza pieśń”, która otwiera cykl Green Creek

Ox od zawsze słyszał, że nie nadaje się do niczego, że ludzie zawsze będą nim gardzić i że zawsze będzie od nich inny. I być może był, ale dla Joego stał się najlepszym przyjacielem, z którym połączyła go niezwykle silna więź. Pozostał nim nawet wtedy, gdy poznał sekret jego rodziny i życie przewróciło mu się do góry nogami. 

Okładka książki pt.: „Wilcza pieśń”.

Mam wrażenie, że „Wilcza pieśń” zawiera w sobie więcej przekleństw w porównaniu do poprzednich książek autora i tym samym jest trochę bardziej wulgarna. Przynajmniej w niektórych opisach. Zarówno Ox jak i Joe dorastali na oczach czytelnika, co przyjemnie się obserwowało. Ogólnie jestem pod wrażeniem konstrukcji świata i całej fabuły. Dodatkowo lektura ta dawała mi taki vibe „Zmierzchu”. Tytuł ten potrafił wywoływać u mnie zarówno śmiech jak i smutek, a także zadumę. Ze względu na sceny 18+, poleciłabym tę powieść osobom pełnoletnim. 

Z tego co wiem, cykl Green Creek ma jeszcze kilka części, więc nie mogę się już doczekać tego, kiedy pojawią się one na polskim rynku.

Współpraca barterowa z wydawnictwem Akapit. 

Pod szepczącymi drzwiami, czyli herbaciarnia dla duchów

Zacznijmy od tego, że „Pod szepczącymi drzwiami” TJ Klune’a, nie było pierwszą książką autora, z którą miałam okazję się zapoznać. Jakieś dziesięć miesięcy temu przeczytałam „Dom nad błękitnym morzem”. Z tego co pamiętam, dzięki tej powieści zrobiło mi się ciepło na serduszku. Przy „Pod szepczącymi drzwiami” było podobnie, z tym dodatkiem, że pod koniec się wzruszyłam. 

Okładka książki pt.: „Pod szepczącymi drzwiami”

Wallace umiera, a na jego pogrzebie jest dosłownie pięć osób. W tym jedną z nich jest Żniwiarz, który ma przetransportować go w zaświaty. Mężczyzna nie jest z tego powodu zachwycony. A jeszcze mniej jest zadowolony z „przystanku”, w jakim przyjdzie mu spędzić czas, zanim przejdzie na drugą stronę. Okazuje się nim być herbaciarnia pośrodku lasu, gdzie Hugo – właściciel – serwuje herbatę takim osobom jak on. 

Kiedy zaczęłam zapoznawać się z treścią tej lektury, nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że książka ta daje mi mocny vibe „Opowieści Wigilijnej”. Uściślając – przemiana Wallace’a była dla mnie podobna do przemiany Scrooge’a. Końcówka powieści spowodowała, że po policzkach spływały mi łzy, chociaż już byłam przekonana, że się na tym tytule nie wzruszę. Jeżeli więc podobała Wam się poprzednia pozycja autora, to zachęcam do sięgnięcia także po „Pod szepczącymi drzwiami”.

Współpraca barterowa z wydawnictwem Akurat, Wydawnictwem Muza