Po burzy zawsze wychodzi słońce – recenzja książki „Słońce po burzy”

Jakiś czas temu miałam możliwość zrecenzowania książki na podstawie której powstał serial wyprodukowany przez platformę Netflix. Chodzi tutaj o „Słodkie magnolie”. Pomimo tego, że książkę czytało mi się dość dobrze to jednak produkcji wciąż nie obejrzałam. Niedawno zaś otrzymałam inny tytuł, który został zekranizowany przez Netflixa, a jest nim „Słońce po burzy” autorstwa Robyn Carr. 

 

Książka "Słońce po burzy" z cyklu Virgin River

Po tragicznym wydarzeniu Mel próbowała ułożyć swoje życie na nowo. W tym celu przeprowadziła się z Los Angeles do małego miasteczka Virgin River. Miała tam asystować miejscowemu lekarzowi, jednak on zapierał się, że nie potrzebuje jej pomocy. Dodatkowo w dniu przyjazdu dziewczyny padał deszcz, a chatka w której miała zamieszkać, przypominała obraz nędzy i rozpaczy. Postanowiła więc uciec. Los niestety bywa przewrotny i na jej drodze postawił pewnego mężczyznę…i porzucone niemowlę. 

Na początku nie byłam przekonana do tej historii, jednak po kilkunastu stronach całkowicie się w nią wciągnęłam. Chciałam się jak najszybciej dowiedzieć, jak potoczyły się losy mieszkańców miasteczka. Chociaż i tak głównie byłam ciekawa tego, kto porzucił dziecko.

Ze wszystkich bohaterów najbardziej polubiłam Doka. Był sarkastyczny, czasami wredny, ale w głębi duszy był dobrym człowiekiem. W dodatku podobało mi się, że Mel umiała mu dogryźć. 

Zdjęcie książki pt.: "Słońce po burzy"

Warto wspomnieć, że na Netflixie dostępny jest serial pt.: Virgin River, który oparto właśnie na wspomnianej powieści. Przyznam, że po przeczytaniu książki tym razem miałam ochotę obejrzeć tę produkcję (co rzadko się zdarza), jednak wytrzymałam tylko do piątego odcinka pierwszego sezonu. Nawet chyba utknęłam w jego połowie. Naprawdę starałam się traktować serial jak osobny byt, ale po przeczytaniu lektury było to ciężkie.

Podsumowując, książka pt.: „Słońce po burzy” bardzo mi się podobała i polecam ją osobom lubiącym długie serie i literaturę obyczajową. Serial mniej mi przypadł do gustu jednak podejrzewam, że gdybym nie przeczytała wcześniej powieści to być może oglądałabym go z większym zainteresowaniem. 

Za egzemplarz dziękuję

 

26 thoughts on “Po burzy zawsze wychodzi słońce – recenzja książki „Słońce po burzy”

  1. O nie wiedziałam ze ten film jest w ogóle na Netflixie, na pewno go sobie obejrzę. Ksiazka tez jest ciekawa na pewno, przede wszystkim bardziej treściwa. Piękne klimaty jesienne!

    1. Serial jako serial może być fajny 😀 Ale po przeczytaniu przynajmniej tej pierwszej książki, ciężko się go oglądało 😉

  2. Już trochę słyszałam i o książce i serialu ale ciągle nie wiem czy do mnie przemawia. Może dla odmiany, bo zwykle sięgam po książki, tym razem rzucę okiem na serial 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *